extra
Ekstra
Magazyn
Ekstra Magazyn

Najlepsze teksty z całej Polski, w każdy piątek dla wszystkich prenumeratorów Cyfrowych. Poznaj Ekstra Magazyn

"Wiedźmin" wypełni lukę po "Grze o tron"? Porównujemy potencjał

Czytaj dalej
Marcin Szczepański, Paweł Szałankiewicz, Piotr Szymański

"Wiedźmin" wypełni lukę po "Grze o tron"? Porównujemy potencjał

Marcin Szczepański, Paweł Szałankiewicz, Piotr Szymański

Andrzej Sapkowski oraz George R.R. Martin – dwóch autorów, którzy stworzyli bardzo popularne, uznawane za wręcz kultowe, dzieła z gatunku literatury fantasy. Ich powieści w papierowym wydaniu łączy pozornie niewiele, ale obie mają ogromny potencjał na udaną adaptację. HBO przekuło już w sukces „Pieśń lodu i ognia”, czy Netflix dorówna mu z ekranizacją sagi Sapkowskiego? Spróbowaliśmy znaleźć punkty wspólne i największe różnice, które łączą i dzielą oba dzieła i pokazują, na czym można budować udany serial fantasy. Jak w naszym porównaniu potencjał „Wiedźmin" wypada na tle „Gry o tron", której kolejny sezon rozpocznie się już w poniedziałek?

Mozolne książkowe początki

Sapkowski i Martin wypuścili na świat swoje dzieła w podobnym czasie, bo obie sagi ukazały się w latach 90. ubiegłego wieku. Co prawda, kiedy Sapkowski praktycznie kończył już „Wiedźmina”, Martin wydawał dopiero pierwszy tom swojej „Pieśni”. W sadze Sapkowskiego praktycznie od samego początku było widać, że będzie to historia zamknięta, nie pozostawiająca nawet zbyt otwartego zakończenia (choć na ten temat zdania są oczywiście podzielone), natomiast w przypadku Martina wiemy jedno – miał pomysł na całą historię, którą systematycznie zaczął pisać, ale teoretycznie im bliżej końca, tym mniej tak naprawdę wiadomo (nie tylko o tym, kiedy dobiegnie końca, ale o tym, jaki jest pomysł na jej finał). Jest zresztą całkiem możliwe, że jedynym znanym jej zakończeniem będzie to, co zobaczymy w ostatnim sezonie serialu HBO.

Oba dzieła łączy też to, że początkowo świat się nim nie zachłysnął. Saga Martina ogólnoświatową popularność zdobyła dopiero po serialowej ekranizacji, z kolei ta Sapkowskiego poza Polską sławę zyskała dzięki grze komputerowej. Tej ostatniej doczekała się także „Gra o tron", jednak nie zdobyła ona takiego rozgłosu, jak historia o przygodach Geralta, luźno związana z książkami. Czy zatem serialowa ekranizacja "Wiedźmina" może nie powtórzyć sukcesu „Pieśni lodu i ognia?”

Świat dla historii czy historia dla świata?

Elementem, który może zaważyć o sukcesie bądź porażce adaptacji jest uniwersum opowieści. Przedstawione przez obydwu autorów światy mocno się różnią, przede wszystkim wielkością i dokładnością ich opisów. Sapkowski ograniczył go do pewnego wycinka, nie skupiając się zupełnie na obszarach, poza którymi dzieje się akcja. O tym, co jest poza nim, wiadomo niewiele, a sam autor przyznał, że nigdy dokładnie nie wykreował całego świata, bo jest on jedynie tłem historii, a nie samodzielnym bytem. To może przysporzyć pewnych problemów przy epickiej ekranizacji, ale jednocześnie daje twórcą duże pole manewru, by uzupełnić to, co w książkach zostało niedopowiedziane. Świat w „Pieśni lodu i ognia” jest z kolei ogromny i przede wszystkim w znacznej części znany. Nawet o terenach niezbadanych, krążą opowieści i legendy. Świat stworzony przez Martina jest na tyle dokładnie opisany, że twórcy serialu bez problemu zdołali doskonale odtworzyć jego geografię. Tak przedstawiony świat jest jednocześnie ciekawszy, bo niezbadane tereny są tajemnicze i pobudzają wyobraźnię. Netflix, tworząc "Wiedźmina", będzie miał więc naszym zdaniem o wiele trudniejsze zadanie, by wciągnąć widza w jego świat.

Lepsze czarne i białe czy odcienie szarości?

Poza dobrze wykreowanym uniwersum, na sukces pracują także wykreowane postacie. Sapkowski zdecydowanie nie poszedł w ilość bohaterów, których – gdyby porównać ich z dziełem Martina – jest stosunkowo niewielu. Większość akcji kręci się głównie wokół Geralta oraz Ciri, a w ich otoczeniu pojawiają się na dłuższy bądź krótszy czas inni bohaterowie. Wyjątek tu naturalnie stanowią Jaskier, Yennefer czy Tris Merigold, którzy są jakby w stałej „obsadzie” jego sagi. Reszta pojawia się i znika, choć stanowią bardzo ważny element całej historii.

Inaczej jest w sadze Martina. Panteon bohaterów jest tu po prostu ogromny, a prawda jest taka, że w miejsce jednego ubitego pojawia się trzech następnych. Każdy ma tu znaczenie, każdy ma tu przypisaną mniejszą bądź większą rolę, która ostatecznie będzie miała wpływ na rozstrzygnięcie walki o tron.

Co jednak ważne, w świecie wykreowanym przez Sapkowskiego motywacje głównych bohaterów są od początku o wiele bardziej czytelne, niż w „Grze o tron". Przede wszystkim istnieje w ich świecie o wiele bardziej czytelny kodeks moralny, dzięki czemu przyszłym widzom Netflixowego „Wiedźmina” o wiele łatwiej przyjdzie sympatyzować z Geraltem, niż miało to miejsce w przypadku postaci hitowego serialu HBO. Z drugiej strony to właśnie niejednoznaczność charakterów bohaterów „Gry o tron" i związane z tym zwroty akcji przyczyniły się do sukcesu ekranizacji. Czy więc główni bohaterowie „Sagi” nie okażą się dla widzów zbyt przewidywalni?

Co za tym idzie, w obu produkcjach może uwidocznić się różnica w poziomie skomplikowania historii. U Sapkowskiego jest o wiele prościej odnaleźć się w całym konflikcie. Najważniejsi gracze są dość szybko rozstawieni, poszczególne wątki systematycznie rozwijane od początku do końca. Wszystko toczy się wokół Geralta i Ciri, a także głównej wojny. Dodatkowo dostajemy wątki konfliktów wśród czarodziejów czy między poszczególnymi królestwami. Wszystko jest jednak zgrabnie przedstawione, dzięki czemu przez całą historię przechodzi się bardzo płynnie.

Inaczej jest w przypadku dzieła Martina. Z każdą książką ilość wątków i bohaterów wzrastała, co spowodowało konieczność upraszczania niektórych w serialu, a co za tym idzie ekranizacja w pewnym momencie mocno „rozjechała się” z pierwowzorem. Netflix w przypadku „Wiedźmina” ma spore szanse tego uniknąć.

Nie przedobrzyć z magią i… religią

Czy można stworzyć wybitne fantasy bez magii? Wydaje się to niemożliwe, jednak jej znaczenie może być zgoła różne. Przykładem są właśnie „Gra o tron" i „Wiedźmin”. Sapkowski czerpał pełnymi garściami z gotowych już kanonów świata fantasy, stąd właściwie nie brakuje chyba żadnego przedstawiciela najpopularniejszych w tego typu opowieściach ras. Mamy więc elfy, krasnoludy, gnomy, wampiry a nawet smoki. Są też i magowie, a także plejada różnych stworów i potworów. Magia w świecie Sapkowskiego jest czymś normalnym i wszechobecnym.

Martin obrał zupełnie inny kierunek. Owszem, mamy smoki, jak również dzieci lasu, olbrzymy czy Nocnego Króla, stojącego na czele nieumarłych, jednak dla większości mieszkańców Westeros ta magiczna część świata jest tylko częścią legend. Widz czuje ten klimat i sam może zastanawiać się, na ile magia w świecie „Pieśni lodu i ognia” jest potężna, a na ile jest tylko zabobonem. W ekranizacji „Wiedźmin” a znaczenie magii od początku będzie jasne, bo w pewnym stopniu posługuje się nią nawet główny bohater.
Zupełnie inną rolę, niż magia, ma w obu światach religia. To podstawa „Pieśni lodu i ognia”. Mocno determinuje wiele ważnych wydarzeń, ukazanych w serialu HBO. W trakcie całej historii poznajemy wierzenia związane z Bogiem o Wielu Twarzach, Panem Światła czy wiarą w Siedmiu oraz Utopionego Boga. W wielu przypadkach są one powiązane z pewną formą magii, czy może bardziej „cudami”, które mają miejsce dzięki ingerencji konkretnego bóstwa.

W „Wiedźminie” religia nie jest tak silnie zarysowana, jak w przypadku książek Martina. To dodatek wzbogacający cały świat, ale z pewnością nie powinna mieć dużego znaczenia w fabule ekranizacji. A szkoda, bo w „Grze o tron" dodaje ona dużo kolorytu, i sprawia że przedstawiony świat jest o wiele bardziej realny.

Na ekranie musi być rozrywka

W dzisiejszych czasach brutalność, nagość i seks na ekranie wydają się być gwarantem sukcesu produkcji. Garściami z tej prawdy czerpią twórcy „Gry o tron", momentami wręcz przesadzając z realizmem. Wielu widzów jednak za to ceni serial HBO i co sezon dostają to, na co czekają.

Elementów tych nie zabraknie również w ekranizacji „Wiedźmina”, bo również w sadze Sapkowskiego brutalność i seks są wszechobecne. O ile jednak miłość fizyczna w „Pieśni lodu i ognia” odarta jest zazwyczaj z wyższych uczuć, w przygodach Geralta z Rivii ma wiele różnych „twarzy”, balansując między miłością i romantyzmem, poprzez zwykłe pożądanie, na gwałcie kończąc.
Ekranowej rozrywce ma służyć również humor. Twórcy serialowej „Gry o tron" zadbali, by było go nieco więcej, niż w książkowym pierwowzorze, jednak jest on jedynie skromnym dodatkiem do dosyć mrocznej historii. W „Wiedźminie” scenarzyści będą mieli o wiele większe pole do popisu, bo historia sama w sobie jest o wiele bardziej zabawna. Spójrzmy chociażby na postać barda Jaskra, który wielu książkowym scenom dodaje uroku i humoru, a i Geralt, mimo całej swojej powagi, ma swoje zabawne momenty. I tutaj jest duże pole do popisu dla ekipy Netflixa, by zaskarbić sobie sympatię widzów.

Marcin Szczepański, Paweł Szałankiewicz, Piotr Szymański

extra.telemagazyn.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2017 Polska Press Sp. z o.o.

Monitorujemy anonimowo aktywność na stronie, korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.